Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Czy islam i brak dziewictwa dadzą się pogodzić?

niedziela, 06 lipca 2008 1:17

 

POCZYTAJCIE... DAJE DO MYŚLENIA I UDOWADNIA ZE NIE WSZYSTKO JEST CZARNE ALBO BIAŁE. tAKIE ZABIEGI MAJĄ SWOJE PLUSY ALE CZY POWINNY BYĆ POTRZEBNE? a Z DRUGIEJ STRONY CZY POWINNIŚMY SIĘ SPRZECIWIAĆ TEMU CO KTO UWAZA ZA WARTOŚĆ? POLECAM...

Coraz więcej europejskich muzułmanek poddaje się hymenoplastyce, czyli zabiegowi odtworzenia błony dziewiczej. Wraz z powiększaniem się populacji muzułmanów w Europie wiele młodych muzułmanek ma uczucie rozdarcia między wolnością, jaką oferuje im europejskie społeczeństwo, a głęboko zakorzenionymi tradycjami, kultywowanymi przez ich rodziców i dziadków. Operacja w prywatnej klinice niedaleko Pól Elizejskich polegała na zrobieniu jednego półkolistego cięcia, założeniu 10 rozpuszczających się szwów i kosztowała 2 900 dolarów z rabatem.

Dla pacjentki, 23-letniej francuskiej studentki pochodzącej z Maroka, mieszkającej dziś w Montpellier, ten 30-minutowy zabieg stanowił klucz do nowego życia: dawał iluzję dziewictwa.
- W mojej kulturze nie być dziewicą znaczy być śmieciem - mówi studentka, oczekując na operację na szpitalnym łóżku. - Dziewictwo jest dla mnie teraz ważniejsze od życia.

Według ginekologów w ostatnich latach coraz więcej muzułmanek prosi o zaświadczenie o dziewictwie, aby móc pokazać je bliskim. To z kolei przyczyniło się do wzrostu popytu na usługi odtwarzania błony dziewiczej, które - jeśli zostaną wykonane prawidłowo - są nie do wykrycia i dają efekt mitycznego krwawienia w noc poślubną. Usługę można z łatwością znaleźć w internecie. Chętne kobiety mogą korzystać z pakietów turystycznych, np. wyjazdów do Tunezji, gdzie zabiegi są tańsze.

- Jeśli jesteś muzułmanką dorastającą w otwartym społeczeństwie europejskim, są duże szanse, że będziesz uprawiała seks przed ślubem - mówi dr Hicham Mouallem, który wykonuje takie operacje w Londynie. - Jeśli chcesz poślubić muzułmanina i nie chcesz mieć kłopotów, spróbujesz odzyskać utracone dziewictwo.

"Wyzerowanie licznika"

Nie są dostępne wiarygodne dane statystyczne dotyczące takich zabiegów, gdyż są one zazwyczaj wykonywane w prywatnych klinikach i w większości przypadków ich kosztów nie pokrywają programy ubezpieczeniowe.

Mówi się o nich jednak tak dużo, że stały się one tematem komedii, która będzie miała swoją premierę we Włoszech w tym tygodniu. "Kobiece serca" to historia urodzonej w Maroku i mieszkającej we Włoszech kobiety, która wyjeżdża na operację do Casablanki.

Jeden z bohaterów żartuje sobie, że chce ona "wyzerować" sobie licznik.

- Zdaliśmy sobie sprawę, że coś, co uważaliśmy za rzadką praktykę, było w rzeczywistości dość powszechne - mówi Davide Sordella, reżyser filmu. - Te kobiety mogą żyć we Włoszech, przyjąć naszą kulturę i nosić dżinsy. Ale w ważnych chwilach nie zawsze mają dość siły by sprzeciwić się własnej kulturze.

Temat ten jest szczególnie burzliwie dyskutowany we Francji, gdzie powróciła debata na temat stereotypu, który miał zniknąć wraz z rewolucją seksualną przed 40 laty, a mianowicie znaczenia dziewictwa kobiet.

Poruszenie wywołał wyrok sądu z Lille w północnej Francji, w wyniku którego anulowano zawarte w 2006 r. małżeństwo dwojga francuskich muzułmanów, ponieważ pan młody zorientował się, że jego narzeczona nie była dziewicą.

Rodzinny dramat poruszył Francję. Pan młody, anonimowy inżynier po 30-ce porzucił małżeńskie łoże i ogłosił bawiącym się gościom, że żona go okłamała. Tej samej nocy pannę młodą odstawiono na próg domu rodziców.

Następnego dnia pan młody wynajął prawnika, aby załatwił anulowanie małżeństwa. Panna młoda, wówczas 20-paroletnia studentka pielęgniarstwa, przyznała się i zgodziła na unieważnienie.

W wyroku sądu nie wspomniano o religii. Mówiono raczej o złamaniu umowy, bo inżynier twierdził, że poślubił kobietę po tym jak "przedstawiono mu ją jako wolną i czystą". W świeckiej, republikańskiej Francji sprawa dotknęła kilku delikatnych zagadnień: ingerencji religii w codzienne życie; powodów do rozwiązania małżeństwa oraz równości płci.

W parlamencie pojawiły się głosy w sprawie rezygnacji Rachidy Dati, francuskiej minister sprawiedliwości po tym jak oznajmiła ona, że wyrok jest prawomocny. Dati, która jest muzułmanką, wycofała się i zarządziła apelację.

Niektóre feministki, prawnicy i lekarze ostrzegali, że uznanie przez sąd centralnego znaczenia dziewictwa w małżeństwie sprawi, że więcej Francuzek o muzułmańskich korzeniach - arabskich i afrykańskich - zdecyduje się na zabieg odtworzenia błony dziewiczej. Trwają dyskusje czy zabieg jest aktem wyzwolenia czy zniewolenia.

- Ten wyrok to zdrada francuskich muzułmanek - mówi Elizabeth Badinter, pisarka feministyczna. - To dla nich ponura informacja, że dziewictwo ma znaczenie w oczach prawa. Więcej kobiet pomyśli sobie "Boże, nie będę ryzykować. Odtworzę sobie błonę dziewiczą".

Udręka odrzuconej panny młodej przekonała studentkę z Montpellier, aby poddać się operacji.

Twierdzi, że nigdy nie miała stosunku, ale odkryła, że jej błona jest przerwana na badaniu mającym potwierdzić dziewictwo, którego wynik chciała wręczyć chłopakowi i jego rodzinie. Z jej opowieści wynika, że zaczęła krwawić po wypadku podczas jazdy konnej, gdy miała 10 lat.
Gdy zdała sobie sprawę, że nie będzie w stanie udowodnić swojego dziewictwa, była w takim szoku, że w sekrecie pożyczyła pieniądze i opłaciła zabieg.

- Nagle dziewictwo stało się istotne we Francji - mówi. - Zrozumiałam, że ludzie mogą na mnie patrzeć jak na tę kobietę, o której mówią w telewizji.
Postęp czy regresja?

Osoby przeprowadzające zabiegi wyjaśniają, że dają pacjentkom pewność, przyszłość i chronią je przed prześladowaniem - czy nawet śmiercią - ze strony ojców lub braci.

- Kim ja jestem, aby to oceniać? - pyta dr Marc Abecassis, który odtworzył dziewictwo studentki z Montpellier. - W USA mam kolegów, których pacjentki robią sobie taki zabieg w prezencie walentynkowym dla męża. Ja robię coś innego. Nie robię tego dla zabawy. Moje pacjentki nie mają wyboru, jeśli chcą mieć spokój - i znaleźć męża.

Dr Abecassis, specjalista od, jak sam mówi "intymnych operacji", w tym powiększania penisa, twierdzi, że robi dwa do czterech zabiegów odtworzenia błony tygodniowo.

Francuska szkoła ginekologów i położników sprzeciwia się procedurze z przyczyn moralnych i zdrowotnych.

- Mieliśmy we Francji rewolucję, aby zdobyć wolność; mieliśmy rewolucję seksualną, w 1968 r., podczas której kobiety walczyły o prawo do antykoncepcji i aborcji - mówi dr Jacques Lansac. - Przykładanie takiej wagi do błony dziewiczej to regresja i zgoda na nietolerancję rodem z przeszłości.

Ale historie kobiet, które poddały się operacji pokazują jak skomplikowane i emocjonalne były ich decyzje.

Urodzona w Macedonii muzułmanka poszła na zabieg, aby uniknąć ojcowskiej kary po 8-letnim związku ze swoim chłopakiem.

- Bałam się, że ojciec zabierze mnie do lekarza, żeby sprawdzić czy jestem jeszcze dziewicą - mówi 32-letnia kobieta, właścicielka małej firmy, mieszkająca samodzielnie we Frankfurcie. - Powiedział mi: "wybaczę ci wszystko, o ile nie splamiłaś mojego honoru". Nie bałam się, że mnie zabije, ale byłam pewna, że mnie pobije.

W niektórych przypadkach kobieta wraz z partnerem decydują się na jej zabieg. 26-letnia Francuzka pochodzenia marokańskiego mówi, że straciła dziewictwo 4 lata temu, gdy zakochała się w mężczyźnie, którego dziś chce poślubić. Wraz z narzeczonym podzielili się kosztami operacji, która ma być wykonana w Paryżu za 3 400 dolarów.

Konserwatywna, daleka rodzina partnera z Maroka domagała się, aby znajomy ginekolog zbadał ją, aby upewnić się, że jest dziewicą.

- Dla mojego narzeczonego nie ma znaczenia, że nie jestem dziewicą, ale byłby to duży problem dla jego rodziny - mówi. - Wiedzą, że w noc poślubną można skropić pościel krwią, więc potrzebuję lepszego dowodu.

Życie francuskiej pary, której małżeństwo unieważniono, jest w zawieszeniu. Ministerstwo Sprawiedliwości domaga się apelacji, argumentując, że decyzja "sprowokowała ożywioną debatę społeczną", która "dotknęła wszystkich obywateli naszego kraju, a szczególnie kobiety".

W Islamskim Centrum w Roubaix na przedmieściach Lille, gdzie odbyło się wesele, ludzie współczują kobiecie.

- Ten facet to kompletny osioł - mówi Abdelkibir Errami, wiceprezes centrum. - Nawet jeśli kobieta nie była dziewicą, nie miał prawa narażać jej honoru. Nie tego uczy Islam. Islam uczy wybaczania.
 

 

komentarze (1) | dodaj komentarz

Piosenki

czwartek, 26 czerwca 2008 1:14

 

Piekna piosenka, swietna do tańca. Halfa jak zawsze wprowadza w doby klimat... :)

Haifa Wehbe- Beddy Wema Beddy

no i klasyka której zabraknąc nie moze...

Haifa Wehbe-Shek Shak Shok

 

przyjemnego słuchania :)

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Poddane swojemu Bogu

czwartek, 26 czerwca 2008 1:04

 

Zmiana wyznania jest dla wielu Polek mieszkających w Wielkiej Brytanii jedną z najtrudniejszych decyzji w życiuWiększość z nich nie podejmuje jej ani szybko, ani chętnie. Wywodzą się z katolickich rodzin. Dorastają w kręgu kultury chrześcijańskiej. Choć czasem nawet nie zdają sobie z tego sprawy, religia ma wpływ na ich życie. Przynajmniej kilka razy w roku chodzą do kościoła. To właśnie dla takich Polek Wielka Brytanii jest często pierwszym miejscem, gdzie poznają osoby innego wyznania.Dla jednych ta odmienność jest atrakcyjna, inne są wobec niej nieufne, jeszcze inne otwarcie ją negują. Wśród nich są też kobiety, które związały się z innowiercami. Okazuje się jednak, że od tego momentu, do zmiany wyznania prowadzi jeszcze długa i kręta droga, a nie każda Polka chce nią podążać.

Chrześcijanin nie wystarczy

Związki wyznawców dwóch odmiennych religii nie należą do prostych. Szczególnie, jeśli każdy z partnerów jest wierny swoim tradycjom i chce żyć według reguł podyktowanych własną religią. W takiej sytuacji trudno myśleć o wspólnej przyszłości, ślubie czy potomstwie. Dla wiele osób bardzo liczy się zdanie rodziny, a ta często jest przeciwna. Jedni uważają, że to tylko stereotyp, a szczęście związku zależy jedynie od osób, które go budują. Jednak w przypadku dwóch tak odmiennych kultur jak np. chrześcijaństwo i islam nie jest to wcale takie proste.

– Wiedziałam, że nasz związek nie będzie należał do łatwych. Wielokrotnie próbowaliśmy się nawet rozstać. Ale nic z tego nie wyszło. Kiedy ludzie się kochają i czują, że są sobie pisani, to wcześniej czy później i tak do siebie wrócą – mówi Polka, która od dwóch lat jest w związku z muzułmaninem.

Agnieszka i Umar poznali się na Wyspach. Ona przyjechała zarobić w czasie wakacji na kolejny rok studiów, on odwiedzić brata. Obojgu Wielka Brytania przypadła do gustu, a jeszcze bardziej spodobali się sobie nawzajem. Agnieszka nigdy nie planowała związku z innowiercą. Pochodzi z rodziny chrześcijańskiej, w której religia odgrywa istotną rolę. – Nie myślałam, że kiedyś zwiąże się z osobą innego wyznania. Pochodzę z praktykującej, katolickiej rodziny i wiem, że dla niektórych jej członków taki stan rzeczy jest nie do pomyślenia – opowiada. – Mój dziadek, gdy dowiedział się, że wyjeżdżam do Anglii powiedział mi, żebym pamiętała, zanim zwiążę się z obcokrajowcem, że nie wystarczy, aby był chrześcijaninem, musi być katolikiem – ciągnie. – A teraz jestem z muzułmaninem. Dziadek oczywiście o tym nie wie. Oboje z Umarem zdajemy sobie sprawę, że sytuacja nie jest łatwa – dodaje.

Dla Agnieszki i Umara religia nie jest tematem tabu. On opowiada jej o podyktowanych nią nakazach, a ona stara się pomagać mu je wypełniać. Nie jest jednak bynajmniej zafascynowana islamem. Pozostaje wierna swoim przekonaniom. Jak mówi, nie jest jednak na tyle odważana, żeby podjąć decyzję o zalegalizowaniu związku i wspólnej przyszłości. Zdaje się na los i to, co pokaże czas. – Nigdy nie zmienię wyznania. Moja religia za dużo dla mnie znaczy – zarzeka się.

Zauważa jednak, że w przeciwieństwie do niej młode Polki coraz chętniej decydują się na taki krok. – Wydaje mi się, że duża część tych dziewczyn przechodzi na islam nie z powodu głębokich przekonań religijnych, a tylko dlatego, że boją się stracić swoich muzułmańskich mężczyzn – tłumaczy. Większości Polek w Wielkiej Brytanii, wbrew temu, co podała ostatnio brytyjska prasa, wcale nie spieszy się do zmiany wyznania. – Nie zdecydowałabym się na związek z muzułmaninem, nie mówiąc już o przejściu na islam. Zwyczajnie się boję. Tyle słyszy się o dziewczynach, które wywieziono do obcego kraju i przetrzymywano wbrew ich woli – mówi 26-letnia Grażyna, która od dwóch lat mieszka w Londynie. – Znam taki związek i wiem, że kobieta jest w nim niewolnicą. Nie umiem sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji – dodaje 23-letnia Magda.

Liczy się dobro kobiety

Dziewczyny takie jak Magda czy Grażyna widzą obraz związku z muzułmaninem zdecydowanie w ciemnych kolorach. Polki pamiętają też drastyczne obrazy prezentowane przez polską telewizję, na których to ich rodaczki walczyły o swoje dzieci przetrzymywane przez ojców. Wieloma takimi przypadkami zajmował się detektyw Krzysztof Rutkowski. To właśnie m.in. ze względu na sprawy tego typu zdecydował się on otworzyć oddział swojej firmy w Londynie. – Spływa do nas wiele zgłoszeń tego rodzaju. Głównie są to przypadki Polek, które mieszkają albo mieszkały właśnie na Wyspach – mówi. – Niestety, dotyczą często dzieci, które zostają wywożone przez ojców do innego państwa i są przetrzymywane w krajach arabskich. Pojawiają się też sprawy dotyczące bicia i więzienia kobiet. Pozostawiania ich w warunkach niegodnych, mówiąc dosłownie, nieludzkich – dodaje.

Detektyw zapewnia, że w takich przypadkach jego zespół kieruje się przede wszystkim dobrem matki i dziecka. – To jest dla nas podstawa działania. W krajach islamu, w których prawo staje po stronie ojca, działamy na bazie ogromnego ryzyka. Nie ukrywam, że w paru dziwnych miejscach, oddalonych od cywilizacji, działaliśmy na granicy prawa. Zdarza się też, że dbając o czyjąś wolność, ryzykujemy własną – tłumaczy. Podkreśla jednak, że działania operacyjne tego typu kończą się zazwyczaj sukcesem.

Nie dyskryminuje Arabów

Rutkowskiemu, ze wszystkich spraw, które dotyczyły Polek w Wielkiej Brytanii szczególnie zapadła w pamięć jedna. Kasia zamieszkała w Wielkiej Brytanii z obywatelem Turcji. Po pewnym czasie okazało się, że Murat przetrzymuje Polkę pod kluczem wbrew jej woli, a "na straży" dziewczyny stoi… jego matka. Kasia nie mogła wcale wychodzić na zewnątrz. – Kiedy ją zobaczyłem, wyglądała jak bohaterka filmu "Lista Schindlera", jakby znajdowała się w obozie koncentracyjnym, a nie w domu. Działania, które powzięliśmy dały jej wolność. Co prawda nie udało się jej wywieźć z dziećmi z Wielkiej Brytanii, ale złożyliśmy oficjalne zawiadomienie na policji. Po oswobodzeniu zajęły się nią brytyjskie organizacje pomagające kobietom. Bardzo pomógł nam też Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie – opowiada.

Detektyw wypowiada się jednoznacznie na temat związków Polek z muzułmanami. Można nawet powiedzieć, że przed nimi przestrzega. Twierdzi, że relacja, która na początku może wydawać się snem na jawie, załamie się, gdy uwidocznią się różnice kulturowe i mentalne. I wtedy dojdzie do poważnych problemów. – Ja nie dyskryminuję Arabów, ale patrząc na te sprawy, które prowadziłem wyrobiłem sobie takie zdanie – tłumaczy. Według Rutkowskiego, do największych tragedii dochodzi wtedy, gdy mężczyzna po kolejnej kłótni zabierze dziecko i ucieknie do swojego kraju, a Polka nie bardzo ma wtedy możliwość oficjalnego działania i dochodzenie swoich praw.

– Zgodnie z islamem dzieci muszą być muzułmanami. Jeżeli jesteś katoliczką, to zgodnie z twoją religią powinnaś wziąć ślub kościelny i wychowywać dzieci w wierze katolickiej. Tak jest w teorii – tłumaczy dr Robert Opala, konsultant teologiczny serwisu Kosciol.pl. – W praktyce dzieci z małżeństw mieszanych mieszkających w państwach, w których chrześcijanie są większością, zazwyczaj nie identyfikują się całkowicie z żadną religią albo same sobie ją wybierają, chyba że rodzice wychowują je od początku ściśle w jednej religii. Co do małżeństw mieszanych mieszkających w krajach arabskich, to dzieci najczęściej się dostosowują do otoczenia oraz rodziny i są muzułmanami – dodaje.

Islam, czyli ucieczka przed polskim oprawcą

Zdaniem jednego z naczelnych imamów w Midlands, sytuacja Polek jest jednak zdecydowanie inna. – W przeciągu ostatnich dwóch lat tylko w moim meczecie aż 16 Polek przeszło na islam – zapewnia. Z jego wypowiedzi wynika, że islam jest dla nich atrakcyjną alternatywą. John Cornwell – jeden z najbardziej znanych historyków i komentatorów spraw religijnych w Wielkiej Brytanii – w marcu tego roku wysunął na łamach "The Times" sugestię dotycząca przyczyn zmiany wyznania przez Polki. Zasugerował on, powołując się na zdanie swoich rozmówców, że Polki przechodzą na islam, gdyż są bite i poniżane przez swoich polskich partnerów.

– Młodzi Polacy powodują napięcia w obrębie społeczności. Podejmują się pracy poniżej stawki minimalnej, piją i źle traktują swoje kobiety. Tłoczą się w wynajętych mieszkaniach i znieważają nas, rozstawiając stragany z wieprzową kiełbasą – twierdził w rozmowie z autorem jeden z muzułmanów mieszkających w Luton.

Kiedy jednak dziennikarz poprosił o wywiad z jedną z kobiet, które zmieniły wyznanie, mężczyzna stwierdził, ze jest to niemożliwe. – Polki maltretowane w domu pracują u muzułmanów jako sprzątaczki, wpadają w oko swoim pracodawcom, potem stają się ich kochankami, a czasem nawet drugimi żonami – wyjaśniała muzułmanka, która jest pracownikiem socjalnym. – Nowi partnerzy znajdują im mieszkanie, płacą za szkołę. Dla takich kobiet islam jest atrakcyjny – dodała.

Z informacji zebranych przez Johna Cornwella wynika jednak, że dla wielu muzułmanów słowo "Polak" oznacza każdego imigranta z Europy Wschodniej. Nie zmienia to jednak faktu, że związki Polek z muzułmanami są w Wielkiej Brytanii częstsze niż w innych krajach. Młodzi ludzie decydują się na nie pomimo różnicy wyznaniowej. Spora część z nich zdaje sobie sprawę z problemów, jakie mogą w przyszłości wyniknąć na tej płaszczyźnie. Nie powinno się jednak zapominać o tym, że związek budują przede wszystkim kobieta i mężczyzna. Pomimo różnic między wyznawcami różnych religii powodzenie mieszanego związku jest możliwe. – Każde małżeństwo jest niepowtarzalne i tworzą je dwie osoby, które zadecydują, jak będzie ono wyglądać. Oczywiście, że osoby te są obciążone swoją religią, tradycją, kulturą, prawem, własną mentalnością oraz cechami indywidualnymi. Wszystko to może stać się dla nich wyzwalającą siłą, ale też zniewalającym ciężarem – przyznaje dr Robert Opala.

Islam wziął górę

Po raz pierwszy w historii w marcu tego roku Watykan przyznał, że na świecie żyje więcej muzułmanów niż katolików. Islam stał się obecnie pierwszą religią świata. Liczba jego wyznawców sięga 1 miliarda 322 milionów, podczas gdy liczba katolików to 1 miliard 130 milionów. Oznacza to, że muzułmanie stanowią 19, 2 procenta ludzkości, a katolicy 17,4 procenta. Takiego stanu rzeczy upatruje się w spadku wskaźnika narodzin wśród katolików, przy jednoczesnym wzroście wśród muzułmanów. W Wielkiej Brytanii mieszka ponad 1,5 miliona wyznawców islamu, którzy żyją według reguł podyktowanych religią. Obok wyznawców islamu coraz częściej w Wielkiej Brytanii mieszkają Polacy, z których 90 proc. to katolicy. Często zdarza się, że przedstawiciele obu religii łączą się w pary. A życie pisze im różne scenariusze.


 Związek w kulturze islamu 
 
 
Małżeństwo jest obowiązkiem każdego mężczyzny i każdej kobiety. Jeżeli mąż jest w stanie traktować wszystkie swoje żony sprawiedliwie, może poślubić nawet cztery kobiety. Zwierając związek, musi zobowiązać się też, że będzie godziwie utrzymywał wybrankę i przyszłe potomstwo. Kobieta nie musi łożyć ze swoich środków na utrzymanie domu. Rodzina muzułmańska jest więc jednostką patriarchalną, co oznacza, że mężczyzna uzyskuje w niej przewagę prawną. W przypadkach, gdy np. waży się los wspólnego potomstwa, zeznania męża liczą się bardziej niż żony.

W małżeństwach muzułmańskich istnieje też wyraźny podział obowiązków. Mężczyzna podejmuje oficjalne decyzje i reprezentuje rodzinę. Do głównych zadań kobiety należy wychowywanie dzieci i prowadzenie domu. Polki, które decydują się poślubić wyznawcę islamu powinny wiedzieć, że małżeństwa mieszane, w których jedna z osób jest innego wyznania, są dość często uznawane za niepożądane przez rodziny małżonków. Niektórzy twierdzą wręcz, że powinno się ich unikać. Takie teorie wynikają jednak często ze stereotypów na temat islamu oraz z niepochlebnych opinii mieszkańców krajów muzułmańskich na temat Europejek.
 

komentarze (3) | dodaj komentarz

Znalazłem pretekst do zaczepiania kobiet

wtorek, 11 grudnia 2007 23:26

Ja nie robię zdjęć o urodzie kobiet, tylko o ich emocjach. Z fotografem Mikołajem Grynbergiem rozmawia Justyna Dąbrowska Jak się nazywa ten projekt?

"Dużo kobiet". Pierwsza wystawa nazywała się "Dużo kobiet, a konkretnie osiemnaście". Potem zacząłem robić następne części, a tytuł został. Na tej ostatniej wystawie będzie ich sto pięćdziesiąt!

A skąd wziąłeś pomysł na pierwszą wystawę?

To się zaczęło od zdjęcia mojej mamy Danieli. Po jej śmierci ciągle natykałem się na takie jej zdjęcie, które zrobiłem jej na kilka miesięcy przed tym, zanim umarła. Trochę sobie wtedy żartowaliśmy, bo zakończył się poważny kryzys zdrowotny u mojego taty i tak sobie to odreagowaliśmy, że zrobiłem jej sesję, jakby była wdową. Jest w czarnej koronce na głowie, wygląda nobliwie. Ale życie potoczyło się inaczej. Daniela nie zdążyła zostać wdową, a to zdjęcie ciągle wpadało mi w ręce. I chciałem znaleźć jakiś pretekst, by pokazać je na wystawie. Postanowiłem ją więc otoczyć innymi bliskimi kobietami.

Dlaczego to zdjęcie Danieli jest takie ważne?

Bo to jest jedno z pierwszych zdjęć, jakie jej zrobiłem. A także ostatnie. Bo patrząc na nie, przypominam sobie, jak żartowaliśmy w czasie tej sesji. Bo w nim jest kawałek naszej dorosłej sztamy w sprawie tego, co się wydarzyło z ojcem. On był poważnie chory, a my go wspólnie z tego wyciągnęliśmy.

Jaki był odbiór tej wystawy?

Na wystawie w galerii niczego się nie dowiesz. Ludzie przychodzą i mówią, że jest super, nikt nie powie, że to jest jakieś gówno. Ale jak powiesiłem te zdjęcia na dworcu w Rio, to miałem prawdziwy odbiór. Tam ludzie podchodzili i mówili: to jest fajne, a to do kitu.

Czy jak już zrobiłeś tę pierwszą wystawę, to to zdjęcie mamy przestało cię prześladować?

Wtedy zdałem sobie sprawę, że cały projekt, który z tamtej wystawy się wyłonił, jest poświęcony pamięci mojej mamy. A jak robię zdjęcia kolejnym kobietom w kolejnych miastach, to jej zdjęcie wieszam tak, że ona patrzy na to, co się dzieje.

I to będzie jeszcze długo trwało?

Chcę już skończyć ten projekt. To trwa trzy lata. Wszystkim, którzy mi w tym towarzyszą, kończy się energia. Ja już chcę napisać w albumie dedykację 'Dla mojej Mamy' i to zamknąć.

A jak to się stało, że pojawił się ciąg dalszy?

Dostałem zaproszenie, żeby pokazać tę wystawę na festiwalu polskim w Rio. Pomyślałem, że samo pokazanie zdjęć to za mało. Że tam też chciałbym fotografować kobiety, postawić "plan zdjęciowy" na środku ulicy i je tam zapraszać.

W tym projekcie robię to, na co często mam ochotę, a co jest niedozwolone obyczajowo - podchodzę do kobiety, która przyciąga moją uwagę, z którą chciałbym pogadać, i zapraszam ją na takie krótkie spotkanie. Znalazłem pretekst do zaczepiania kobiet (śmiech). To jest wbrew pozorom także dla mnie trudna sytuacja.

Co jest w tym trudnego?

To, że ja wybieram te kobiety. Wielu muszę odmawiać, choć widzę, jak bardzo im zależy, żebym im zrobił zdjęcie. Odmawianie jest trudne. I to, że jestem na ulicy, dookoła mnóstwo ludzi, a ja muszę nawiązać dość bezpośredni, nawet intymny, kontakt z kimś, kogo fotografuję. Niektóre kobiety są bardzo odważne - podchodzą, mówią: "Teraz ja". W Buenos stało naokoło mnie około stu pięćdziesięciu kobiet i wszystkie miały ochotę, bym je sfotografował.

Dlaczego to jest takie ważne, żebyś to ty wybrał tę kobietę?

No bo to jest moje. Parę razy się ugiąłem i większość to były złe decyzje. Ale muszę przyznać, że zdarzyły się też dobre...
 Na przykład?

Jedna starsza pani w Buenos Aires podeszła i powiedziała, że wita mnie w imieniu Polonii i że bardzo mnie PROSI, bym sfotografował jej koleżanki. I przyprowadziła mi dwie dziewczyny. Dość szybko się okazało, gdy stanęły do zdjęcia, że mam przed sobą jedną z najbardziej erotycznych sytuacji, jakie widziałem w życiu. Chyba ktoś je przed chwilą wyciągnął z łóżka, one na środku ulicy robiły niemal to samo, co w tym łóżku. Zdjęcia wyszły świetne.

A jak już miałeś Warszawę i Rio, to co było dalej?

Pojechałem do Kijowa, Meksyku, Peru, Izraela i Argentyny.

Dlaczego fotografowałeś kobiety głównie w Ameryce Południowej?

Nie miałem takiego założenia - choć tam jest wspaniale. Bliski kontakt. Także dotyk. Miałem to zrobić w Skandynawii, ale nie wyszło. W dużym stopniu to przypadek. Jadę tam, gdzie mnie zapraszają.

Nie jeździsz po Europie? Tu byłoby najłatwiej.

Ale tu wszędzie ludzie wyglądają tak samo. Szukam jednak różnorodności. W Peru byłem załamany. Myślałem, że nic nie wyjdzie z tych zdjęć. Dwa dni fotografowania nieruchomych, posągowych Indian. Przysadzistych i absolutnie nieekspresyjnych indiańskich wodzów. Miałem poczucie, że te kobiety w ogóle ze mną nie współpracowały. Od momentu, kiedy siadały na planie, pojawiało się napięcie i jakaś martwota. To, co wszędzie się sprawdza - trochę pajacuję, trochę żartuję - tam się w ogóle nie sprawdzało. Myślały, że się z nich śmieję. To je urażało. Blokowało. Drugiego dnia zrozumiałem, że tam ten kontakt wygląda właśnie w ten sposób.

A z perspektywy czasu oceniasz te zdjęcia jako udane?

Tak, chyba tak. Choć musiałem się bardzo starać, by nie pokazać, jak bardzo te Peruwianki przypominają wodzów indiańskich. Bo ja nie robię zdjęć o urodzie kobiet, tylko o ich emocjach.

Ile kobiet sfotografowałeś?

Około trzystu. I widzę, że są rzeczy uniwersalne. Wszyscy tak samo się wstydzimy, tak samo naburmuszamy i tak samo flirtujemy. Jeśli chodzi o emocje, to jesteśmy wszyscy podobni. Zdarza się też, że ktoś mi opowiada coś bardzo osobistego. To są najczęściej spotkania ze starymi kobietami. Pewna pani z Kijowa opowiedziała mi całe swoje życie. Inna z Rio była bardzo wzruszona, że na do widzenia pocałowałem ją w rękę.

Czy zdarzało się, że jakaś kobieta chciała, by spotkanie na planie miało swój dalszy ciąg?

Tak, w Kijowie. To była kobieta jak z Almodóvara. Bardzo wyrazista! Bardzo mi na niej zależało, z ogromnym trudem ją namówiłem. A jak już się zgodziła, to uznała, że to jest początek jakiegoś dalszego ciągu. Bardzo mnie na planie kokietowała, a jak skończyliśmy zdjęcia, to bardzo na mnie naciskała. I kiedy odmówiłem, zareagowała furią. To było zdarzenie, które wyszło zdecydowanie poza skalę...

Dla kobiet to trudne doświadczenie. Jesteś facetem i je wybierasz.

Dlatego wszędzie staram się dbać o to, by tłumaczką-asystentką była kobieta. To jest moje alibi. To trochę odejmuje całej sprawie ten erotyczny wymiar. Nie fotografuję piersi ani tyłków. Mnie interesuje emocja, która pojawia się w kontakcie z drugim człowiekiem, ze mną.

Dajesz im potem te zdjęcia?

Nie, nie mam na to kasy. W Rio dawałem kobietom polaroidy, teraz im nic nie zostaje. Mogą wejść na stronę i zobaczyć zdjęcia wybrane.

A co twoja żona na to?

O to trzeba ją zapytać. Ten projekt nie jest o moim życiu erotycznym, tylko psychologicznym. Moja żona była świadkiem większości tych sesji i na pewno ma swoje zdanie.
Otoczyłeś się trzystoma kobietami (i to jeszcze nie koniec). Czy to nie jest tak - przepraszam za psychologiczną interpretację - że to ma zapełnić lukę po mamie?

Nie sądzę.

Ale tak zrobiłeś. Szukasz emocjonalnych spotkań z kobietami. Przyjemności z kontaktu. Uczucia. Miałeś z mamą dobre porozumienie w dorosłym życiu.

Może tak być. Ale na razie tego tak nie widzę. Teraz właściwie żałuję, że to jest projekt o kobietach. Chciałbym zapraszać do tego również mężczyzn. Ale to już następnym razem.

A jakbyś tak z lotu ptaka spojrzał na te wszystkie sesje, pojawia się wspólny mianownik?

Miałem coś takiego w głowie, że właściwie my jesteśmy do siebie bardzo podobni - niezależnie od tego, gdzie się urodziliśmy i gdzie mieszkamy. Postanowiłem, że to sprawdzę. I chyba miałem rację. I cieszę się, że ten świat jest jakoś do ogarnięcia. Że te podstawowe sprawy między ludźmi są podobne. Że podobnie okazujemy uczucia, że wysyłamy pozawerbalne sygnały, które są czytelne. Mam takie doświadczenie z dzieciństwa - rodzice wywieźli mnie do Francji, gdy nie mówiłem po francusku ani słowa. I to nie było problemem. Jakoś się dogadywałem, a potem dopiero nauczyłem się francuskiego. To było podobne doświadczenie. Poza słowami leci coś z głowy do głowy i z serca do serca i to się da odczytać bez gadania.

Jak wybieram odbitkę, to wraca mi cała tamta sytuacja i szukam zdjęcia, które najlepiej ją ilustruje. A następne pytanie, które się pojawia, to czy ta pani chciałaby tak wyglądać. Bo ona mi zaufała.

A dlaczego używasz takiej formy? Mało ostrej?

Robię zdjęcia na filmach, nie cyfrowo. Używam specyficznych wywoływaczy i odczynników. Nie zależy mi na ostrości, robię to po to, by nie była ważna uroda, zmarszczki, szczegóły... tylko emocje. Więc to nieważne, że na tych zdjęciach czasem trzeba się komuś bliżej przyjrzeć, by go zobaczyć. W życiu przecież też jest podobnie.
Źródło: Wysokie Obcasy

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zaniedbanie

środa, 05 grudnia 2007 23:13
Wybaczcie mi prosze to zaniedbanie. Postaram się w miare możliwości czasowych uaktualnić blooga. Wstyd mi że tak go zaniedbałam, mam jednak nadzieje ze dawni czytelnicy znów zaczną tu zaglądać. :) Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 marca 2010

Licznik odwiedzin: 61842

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Dla kobiet, o kobietach...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 02.10.2009 21:44:44
  • autor: kasik19771
  • treść: Odwiedziłam,przeczyt...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: